Wszyscy jesteśmy matkami na wychowawczym

Nigdy nie mogliśmy się doczekać weekendu. Zawsze cieszyliśmy się, kiedy nadchodził piątek: piątek, piąteczek, piątunio. Wiadomo, sobota, niedziela – wreszcie wolne, nic nie trzeba, nigdzie nie musimy wychodzić, możemy posiedzieć w domku i odpocząć.

Poniedziałek był zawsze trudny: znowu do roboty, a tak się fajnie w domu siedziało.

Uważajcie o co prosicie – właśnie wszyscy dostaliśmy wersję demonstracyjną życia składającą się z dłuuuugiegoooo weekendu.

I co? Podoba się to Wam?

Wstaję rano, jak się obudzę, nie nastawiam budzika, bo nigdzie nie muszę się spieszyć: praca zdalna, dzieci uczą się online, nie trzeba spieszyć się na autobus. Leniwy poranek, długie śniadanie, trzeba dzieciom pomóc w lekcjach, ok. wreszcie można popracować. Ale motywacji jakoś brak. Trudno, trzeba się zmusić. Czytam maile, coś tam piszę, gdzieś tam zadzwonię. Tato! Co jest? Nie widzisz, że pracuję? A już nic! I tak w kółko. Trudno się skupić, zebrać myśli. Dobra, teraz drugie śniadanie, później obiad. Ale syf w tym domu – trzeba ogarnąć chałupę.

Co? Już osiemnasta?

Kiedy ten czas zleciał?

Znowu nic nie zrobiłem.

Bo nie musiałem.

Czas się zatrzymał.

Po jakimś czasie nie wiesz już jaki jest dzień tygodnia, która jest teraz godzina, wszystkie dni są takie same, nic nie musisz, to do niczego się nie zmuszasz.

Nie wychodzisz z domu, czujesz się rozdrażniony, nie możesz sobie znaleźć miejsca. I jeszcze Ona – co chwilę czegoś chce, albo te dzieciaki.

Narasta w Tobie niepokój, niepewność, poczucie strachu spowodowane niepewnym jutrem, jesteście jak uwięzieni w klatce.

Ciśnienie rośnie, czujesz się sfrustrowany, niepotrzebny, żyjesz w jakiejś innej rzeczywistości, gdzieś tam obok.

Frustracja narasta, pojawia się agresja.

Od momentu zamknięcia nas w domach, zatrważająco wzrasta zjawisko tzw. przemocy domowej, czyli po prostu zjawisko znęcania się przez zwyrodnialców (obu płci nad rodziną).

Nie ma się do kogo zwrócić o pomoc, bo tego jest zbyt dużo, przemoc domowa stała się prawie powszechna i służby nie dają rady, bo mają przecież ważniejsze problemy na głowie.

To siedzenie w domu nas wykończy – zakładam, że po zakończeniu „kwarantanny”, będziemy mieli wysyp problemów psychicznych: problemy związane z trudną sytuacją rodzinną, frustracja spowodowana utratą pracy, alkoholizm, itd.

Napisałem kiedyś tekst: „Gorsze kobiety” https://mistersoperfect.pl/gorsze-kobiety/, gdzie opisałem mechanizmy, które mogą się pojawiać, jeśli kobieta „siedzi w domu”, czyli jest niesamodzielna i uzależniona od swojego męża. Teraz mam swoiste deja vu, gdyż większości z tych mechanizmów doświadczamy teraz wszyscy na sobie samych. Oczywiście wtedy było wielkie oburzenie, szczególnie tych kobiet, które zdecydowały się na „siedzenie” w domu: jak to tak? Siedzenie w domu prowadzi do agresji? Puknij się w głowę! Ano tak to!

Wszyscy wiemy jak się czujemy podczas tego szczególnego czasu. Czasu odosobnienia.

Kwintesencją był ostatnio mem wrzucony przez moją koleżankę @nieperfekcyjnamama:

„Jeśli wstajesz rano i nie wiesz jaki mamy dzień to teraz już wiesz jak się czują matki na macierzyńskim.”

Tak, to prawda, siedzenie w domu ogłupia, ubezwłasnowolnia i uzależnia nas od drugiej osoby. Fajnie jeśli wybraliśmy sobie fajną osobę na spędzenie reszty życia.

Inaczej, to jest teraz piekło.

Udostępnij: