W sumie fajnie jest tak sobie posiedzieć w domku.

Ok. zawsze jest coś do roboty: odprowadzić dzieci do szkoły, zrobić śniadanie, spakować mężowi kanapki do pracy, wstawić pralkę, posprzątać, wypielić kwiatki w ogródku, odebrać dzieci ze szkoły, odrobić z nimi lekcje, przygotować obiad, pobawić się z najmłodszym.

W sumie sporo tego, ale przecież do ogarnięcia.

No ale za to nie trzeba: marznąć na przystanku czekając na autobus do pracy, użerać się z kolegami w biurze, wykłócać się z szefem idiotą, wysłuchiwać gorzkich żali od Klientów, siedzieć na kasie, kiedy brzuch Cię boli, odbijać karty o ósmej i o szesnastej, oglądać tych wiecznie niezadowolonych spojrzeń swoich podwładnych.

Dodatkowo można: dospać sobie, kiedy już wszystkich wyprawisz z domu, pooglądać ulubione seriale, wbić się w wygodny dresik, pogadać spokojnie z koleżankami, napić się spokojnie kawki, pospacerować w parku.

Dbasz o dom, o męża, poświęcasz się dzieciom – wszystko byś dla nich zrobiła.

Dlaczego, więc jesteś gorszą kobietą?

Ano, dlatego:

Siedzisz w domu, chodzisz w wygodnym dresiku, nie będziesz się przecież malowała, żeby chodzić po domu. Może nawet prysznica nie trzeba brać? Przecież i tak już się ubrałaś, żeby odprowadzić dzieci do szkoły.

A jego koleżanka, przy sąsiednim biurku, codziennie taka zrobiona, i ta spódniczka przed kolana, i te czerwone szpileczki.

Dużo gorzej wypadasz w porównaniu z nią.

Pierwsze lata to: zauroczenie, chemia, ciekawość siebie.

Później przychodzi rutyna dnia codziennego, mija pożądanie, wkrada się nuda, to naturalne, że tak żyć ciężko.

Tym bardziej jak ma się porównanie.

Siedzisz w domu, tak wygodnie jest na tym fotelu, oglądasz seriale, trochę wiadomości – ale nie za dużo, bo co kogo to obchodzi, wejdziesz na fora dla matek, bo przecież jest was więcej i macie takie ważne problemy do przedyskutowania: można zapytać o kolor kupki, opowiedzieć o tym jak mały przewrócił się dzisiaj na placu zabaw, pokłócić się o to czy lepiej karmić piersią, czy może butelką, doczytać, że te szczepionki to wcale takie bezpieczne nie są i mogą powodować autyzm, pochwalić się, że dziecko już umie recytować wierszyk, uświadomić wszystkich, że poświęciłaś się dla dzieci i że jesteś najwspanialszą mamą na świecie.

Ale wiesz co? Tak naprawdę nikogo, poza tobą, to nie obchodzi.

A jego koleżanka: ciągle robi raporty, tabelki, budżety, prowadzi dyskusje o polityce, o sytuacji ekonomicznej w Brazylii, o tym jak fajnie było wczoraj na imprezie.
Jest taka mądra, tyloma rzeczami się interesuje, tyle wie o świecie – ma taki seksualny umysł.

Gorzej wypadasz w porównaniu z nią.

Siedzisz w domu, poświęcasz się praniu, sprzątaniu, dzieciom, ciągle wyszukujesz sobie coś do roboty – zaprzęgasz się w ten kierat.
Wieczorem jesteś, znudzona, zmęczona, nic ci się nie chce – mąż przecież ci nie pomoże, bo on pracuje i zarabia, a ty siedzisz w domu.

A jego koleżanka: przychodzi po pracy do domu, szybko coś ogarnie, jakiś szybki obiad, wyjście na zumbę, prysznic, szybki seks. Musi się jakoś zorganizować, bo przecież nie siedzi w domu.
Ciągle w biegu, ciągle coś się dzieje, wulkan energii.

Gorzej wypadasz w porównaniu z nią.

Siedzisz w domu, coś byś zmieniła, poszła do pracy. Ok. napiszę CV. Zaraz, skończyłam szkołę, rok doświadczenia zawodowego. Później przerwa. Jakiego programu oni tam używają? Jak to obsłużyć? Co to za technologia.

A jego koleżanka właśnie zmienia pracę, na lepiej płatną, bo potrzebują takich specjalistów, znających nowoczesne systemy z długim stażem pracy.

Gorzej wypadasz na rynku pracy w porównaniu z nią.

Siedzisz w domu, każdy dzień jest taki sam. Ta monotonia cię zabija, zamykasz się w sobie, dopada cię depresja, wszystko dla nich robisz, a nikt tego nie docenia. Nikt cię nie rozumie.

A jego koleżanka jest ciągle taka wesoła, uwielbia z nim żartować, te rozmowy w biurze o niczym, wygłupy przy lunchu, historyjki w przerwie na papierosa.

Gorzej wypadasz w porównaniu z nią.

Jak śmiem twierdzić, że jesteś gorszą kobietą – zapytasz?

Dlaczego chcę cię obrazić – zapytasz?.

Dlaczego w ogóle o tym piszę – zapytasz?

Ci, którzy znają MumMe wiedzą, że naszą wspólną misją jest walka z przemocą domową.

Naszą misją jest uświadamianie kobiet i pomoc w zrobieniu tego pierwszego kroku do nowego życia.

Kilku osobom udało się pomóc.

Siedząc w domu stajesz się zależna od swojego faceta: finansowo – on przecież zarabia, psychicznie – on cię utrzymuje, bo przecież on zarabia, fizycznie – jesteś uwiązana obowiązkami domowymi, bo on przecież zarabia, seksualnie – nie dasz mu, nie będzie na fryzjera, czy nową sukienkę, to on przecież zarabia.

Stajesz się idealnym materiałem na ofiarę przemocy domowej.

Taką gotowaną żabą.

A im więcej razy on się przekona, że w końcu zrobisz co chce, bo jak tak bez pieniędzy żyć, tym bardziej będzie cię grillował – spirala przemocy będzie się nakręcała.

Małymi kroczkami.

Nie możesz odejść, bo boisz się, że nie dasz sobie rady: wypadłaś z rynku pracy, już nie jesteś taka ładna i atrakcyjna, dzieci cię ograniczają, przecież nie ma się kto nimi zająć, zawęził ci się światopogląd, bo od lat nie „wychodziłaś” do ludzi, boisz się samodzielności i odpowiedzialności.
To już niech lepiej robi co chce, wytrzymam wszystko. Dla dzieci.

Poświęcasz się dzieciom, organizujesz im każdą chwilę, karmisz, podcierasz, odprowadzasz do szkoły.
Słowem – wytwarzasz toksyczną relację – one nie mogą nawet oddechu złapać.
Dorastają, odchodzą, nie odwiedzają. Niewdzięcznicy. A ty im wszystko poświęciłaś – całą siebie, cały swój czas.

On w końcu też ma dosyć życia z tobą. Odchodzi. Albo jeszcze gorzej – umiera.

Zostajesz sama.

Jak chcesz sobie poradzić, jeśli jesteś „gorsza” na rynku pracy?

Dziewczyny, uczcie się, studiujcie, pracujcie, bądźcie niezależne.

Dla swoich dzieci, dla swoich facetów, dla siebie.

Nie zmieniajcie się w tą gorszą kobietę.

Dodam jeszcze tylko, że większość kobiet pracuje jednak zawodowo i do tego robi w domu dokładnie to, co ty.

Można?

Można!

Udostępnij: