Mi będzie lepiej, jak Tobie będzie gorzej

Mi będzie lepiej, jak Tobie będzie gorzej

 

Ludzie sukcesu to na pewno są jacyś złodzieje, oszuści, ślizgacze, trafiło im się jak ślepej kurze ziarno.

Zazdrościmy im, zawiścimy, wręcz nienawidzimy ich. Najlepiej, jakby sportkało ich jakieś nieszczęście tak, żeby wszystko stracili.

W Rosji, jeśli komuś się coś uda, mówią o nim: вот молодец (wot maładiec), co znaczy… No właśnie, co to znaczy? Jakimi słowami określamy ludzi sukcesu w Polsce? Nie znam.

Kiedyś mówiło się np.: zuch, chwat. A teraz nawet brak takiego określenia w nowomowie.

O czym to świadczy? Ano chyba o tym, że nie umiemy się cieszyć z czyjegoś sukcesu, o tym, jak bardzo zmieniła się nasza rzeczywistość i nasze postrzeganie świata w ciągu ostatnich 30 – 40 lat. Z jednej strony otwarcie się nieograniczonych horyzontów i możliwości, z drugiej strony, ogromna rzesza ludzi, którzy sobie z tym nie radzą, a winą za swoje niepowodzenia obarczają wszystkich dookoła. A sukces to zwykle efekt mieszanki: ciężkiej pracy, zdolności, predyspozycji, inteligencji, szczęścia. Ale bez ciężkiej pracy nie ma sukcesu, albo jest on niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę. I dlatego, ja bardzo szanuję i podziwiam ludzi sukcesu, bo wiem ile ich to pracy kosztuje.

Niestety większość ludzi tego nie rozumie.

Ostatnie lata to dynamiczny rozwój sieci społecznościowych, portali, na których każdy może się wypowiedzieć. Chociaż nie każdy powinien. Internet daje poczucie kompletnej bezkarności i anonimowości. I przez to wyzwala najgorsze, drzemiące w nas instynkty: hejtujemy, wyzywamy, poniewieramy, obrażamy, wyśmiewamy. Ja wychowałem się w czasach, kiedy na jednej ulicy był dostępny tylko jeden telefon stacjonarny. Nie było internetu, komórek, komunikatorów. Żeby coś komuś powiedzieć, trzeba było się z nim spotkać. A wtedy trzeba było uważać co się mówi, bo można było od razu dostać w mordę.

Żeby ktoś chciał cię wysłuchać, pozwolić ci coś publicznie skomentować , poprosić cię o napisanie czegoś, to musiałeś mieć coś do powiedzenia: musiałeś być dziennikarzem, naukowcem, znanym podróżnikiem, osobą wykształconą w danym kierunku.

Dzisiaj każdy może wszystko, jest wolność słowa, nie ma cenzury, są możliwości docierania do szerokich mas ludzi. I nieważne jest czy masz coś do powiedzenia, czy jesteś inteligentny, czy jesteś wykształcony, piszesz a inni cię czytają. I często powtarzają te twoje głupoty. Powtarzają, bo nie potrafią oddzielić wiedzy szkodliwej od pożytecznej, nauki od szarlatanerii, fake newsów od faktów. I niestety, tu tworzy się błędne koło: ludzie uwsteczniają się, bo korzystają z ogólnodostępnych fałszywych informacji – ta fałszywa wiedza wypiera prawdziwą wiedzę, a społeczeństwo staje się głupsze i głupsze.

Zanim przejdę do sedna, chciałbym poruszyć jeszcze jedno zagadnienie, otóż my, Polacy, uważamy, że wszyscy jesteśmy równi. Nie, nie jesteśmy. Nigdy nie byliśmy, ale zawsze uważaliśmy, że jesteśmy – efektem tego było sławetne Liberum Veto, które doprowadziło do rozbiorów Polski. W każdym społeczeństwie jest pewna hierarchia. W większości społeczeństw ludzie znają swoje miejsce w hierarchi i przyjmują je z godnością. Kiedy jestem na południu Europy, wchodzę do restauracji i widzę kelnerów, którzy są szczęśliwi, że wykonują tą ciężką pracę, są szczęśliwi, że mogą cię nakarmić, że mogą cię gościć. Ludzie tam są dumni z tego, że są kelnerami, sprzedawcami, kasjerami. Są mili i uśmiechnięci, mają swoje miejsce na Ziemi.

Mam wrażenie, że w Polsce, większość ludzi uważa się za ważniejszych, niż są w rzeczywistości i dlatego właśnie mamy w sobie tyle nienawiści, jesteśmy tacy niemili dla siebie, tak mało jest uśmiechu wkoło – bo ci ludzie są głęboko nieszczęśliwi, rozbujałe ambicje i ego, a narzedzi do osiągnięcia sukcesu, do bycia tym, kim się chciałoby być, brak. I to jest frustrujące: z jednej strony chciałbyś, żeby wszyscy postrzegali cię jak księcia z bajki, z drugiej strony wiesz, że po prostu nie masz zdolności, inteligencji i jesteś za leniwy – wciąż jednak oczekujesz, że będą cie traktowali, jak tego księcia. A nie traktują.

„Weźcie już nie podniecajcie się tym Lewym, jest dobry, ale nigdy nie był najlepszy… A Polaczki nagle wywyższają go jak Boga…”, „Pajac na wakacjach…medialnie być musi…dzień bez lewusa dniem straconym”, „Walić reprezentacje byle kasa w klubie się zgadzała”, „Niech jeszcze tylko obywatelstwo zmieni i będzie git”  – tak, to o Robercie Lewandowskim. „Z gustami się nie dyskutuje, ale moim zdaniem to ładne są tylko pieniądze, które w siebie inwestuje” – to o jego żonie. A można było: „fajnie, że nareszcie mamy światowej klasy piłkarza, super, że mu się udało”, „niech gra jak najdłużej, jestem z niego dumny, jestem dumny, że jest Polakiem, „Ale ma fajną żonę, jest taka wysportowana i naturalna, życzę im szczęścia”.

„UFC zweryfikuje umiejętności Gamera”, „Gamer będzie miał pierwszą porażkę…”, „Się okaże”, „Gamer tak naprawdę zaczyna z czystą kartą a jego 17:0 w tej chwili nie mają większego znaczenia”, „…do pierwszej piątki nie ma podjazdu…” – tak, to o Mateuszu Gamrocie, Polaku, który właśnie podpisał kontrakt z najmocniejszą na świecie federacją MMA. A można było: „Super, fajnie, kolejny Polak w UFC, brawo”, „Powodzenia, idziesz po pas”, „Pokaż im tam, jak walczą Polacy”.

Tak naprawdę, jeśli niczego w życiu nie osiągnąłeś, to twoje zdanie nikogo nie interesuje, bo nie masz nic do powiedzenia.

Niestety z powodów opisanych wyżej, większość ludzi tego nie rozumie i wylewa swoje frustracje w internetach kontynuując niechlubne narodowe tradycje.

My, Polacy, nie potrafimy być razem, nie potrafimy się zjednoczyć, nie potrafimy być dumni, że jesteśmy Polakami, nie potrafimy cieszyć się szczęściem innych, nie potrafimy docenić pracy, którą niektórzy wkładają w swój sukces, nie potrafimy szanować autorytetów. Nie potrafimy wyciągnąć wniosków z naszej historii. Ale to już było…..

 

 

 

Udostępnij: