Rok 2019, strajk nauczycieli. Nauczyciele walczą o podwyżkę pensji, gdzieś tam przewijają się jakieś postulaty odnośnie reformy systemu edukacji, zmian w podstawie programowej i takie tam inne pierdoły, których prawie nikt nie rozumie.

Rząd grozi nauczycielom, że za czas strajku nie dostaną wynagrodzenia.

Skoro nie dostaną wynagrodzenia to nic nie robią, przecież strajk to strajk.

Rodzice opluwają nauczycieli na forach, że: nieroby – wakacje, ferie święta, urlopy, 20 godzin pracy, przyszłość dzieci zagrożona, bo matur nie będzie, kto ma przygotować dzieci do egzaminów – kompletny brak odpowiedzialności ze strony nauczycieli.

Nauczyciele: żadnych lekcji, zadań domowych, linków do ciekawych materiałów, ocen, sprawdzania obecności.

Przecież strajk to strajk, nikt za to nie zapłaci.

Nauczyciele proszą rodziców o wsparcie, przecież walczą o dobro ich dzieci.

Rodzice się śmieją przez łzy i jeszcze bardziej nienawidzą nauczycieli – musieli przecież wziąć w pracy wolne, żeby się zająć dziećmi, bo nauczycielom się nie chce pracować.

Przecież strajk, to strajk.

Nauczyciele wytaczają ciężką artylerię: ciekawe kto będzie Wasze dzieci uczył, jak my zmienimy pracę? Jesteśmy Wam potrzebni! Musicie nas wspierać!

Strajk się skończył, nauczyciele nic nie ugrali, podwyżki nie otrzymali, pensji za czas strajku nie dostali, uczniowie matury zdali.

Rok 2020, epidemia koronawirusa. Rząd zamyka szkoły, uczniowie mają siedzieć w domach, nauczyciele mają starać się organizować dzieciom materiały tak, aby nie był to dla ich edukacji czas stracony.

Nauczyciele, ok: dzisiaj w ramach muzyki nauczcie się grać „Gwiezdne Wojny” na flecie, w ramach WF przepiszcie do zeszytu zasady gry w koszykówkę i uszyjcie woreczek z ryżem do ćwiczeń, w ramach informatyki napiszcie krótki program gry komputerowej, w ramach historii przeczytajcie sobie codziennie taki, a taki to materiał, w ramach matematyki zacznijcie nowy materiał: ułamki i obliczanie pól figur geometrycznych, a i jeszcze w ramach polskiego przeróbcie na jutro rano materiał ze stron 122-148 – przepraszam, że tak późno (22:59) wysyłam wiadomość.

Rodzice, zaraz, zaraz:

– po pierwsze – my wciąż pracujemy fizycznie w miejscu pracy, albo zdalnie w domu, ale pracujemy i w czasie naszej pracy nie ma nas dla dzieci,

– po drugie – nie jesteśmy kompetentni, żeby pomagać naszym dzieciom ze wszystkich przedmiotów, zwłaszcza, żeby uczyć ich nowego materiału.

– po trzecie – dlaczego dziecko ma się teraz uczyć gry na flecie, jeśli do tej pory ledwie dukaliście hymn na lekcjach?

Dlaczego dziecko ma przyswajać sobie nowy materiał z matematyki, jak jeszcze niedawno, przez 2 miesiące prawie nie było lekcji, bo nie mogliście nikogo znaleźć na zastępstwo, jak nauczycielka zaszła w ciążę?

Dlaczego dzieci mają teraz uczyć się w domu programowania, jeśli jeszcze miesiąc temu, w ramach informatyki, rysowały plakaty (wtf?)?

Dlaczego dzieci mają przepisywać do zeszytu zasady gry w koszykówkę, jak jeszcze na ostatnich zajęciach nauczyciel przyszedł, rzucił piłkę i powiedział: pograjcie sobie w nogę i schował się w kantorku?

Dlaczego dzieci mają codziennie przerabiać historię, jeśli w planie zajęć mają tylko godzinę tygodniowo?

– po czwarte: jaka praca zdalna? Gdzie jest sprzęt? Gdzie jest dostęp do internetu? Gdzie są platformy edukacyjne? Gdzie są aplikacje interaktywne?  Nauczanie zdalne to nie tylko przesyłanie linków do Squla, czy YouTuba na Librusie, edukacja zdalna to cały skomplikowany system nauczania, składający się z zaawansowanych narzędzi technologicznych typu: aplikacje interaktywne, programy mierzące efektywność działań ucznia w sieci, , zasoby materiałowe w postaci tekstów, filmów i prezentacji multimedialnych, itd., itd. Czy Wy na pewno jesteście na to gotowi? Bo My nie.

– po piąte: bardzo się cieszymy, że wszyscy macie komputery, drukarki, skanery, dostęp do internetu. Nas niestety na to nie stać, pomimo 500+, poza tym trochę zbytkiem byłoby kupowanie 5 komputerów dla mojej piątki dzieci, prawda?

Ale fajnie, że Was stać – będziemy o tym pamiętali przy okazji Waszego następnego strajku.

– po szóste: fajnie, że nareszcie zaczęliście się przejmować przyszłością naszych dzieci, szkoda tylko, że rok temu, mieliście je w doopie.

Ale nie martwicie się, będziemy o tym pamiętali także podczas Waszego następnego strajku.

– po siódme: jako że też umiemy czytać, widzimy, że w wytycznych MEN nie ma mowy o tych wszystkich idiotycznych działaniach, które podejmujecie.

Ale nie martwcie się, będziemy przypominać się w kuratorium oświaty, za każdym razem, kiedy tylko uznamy, że nie trzymacie poziomu z czasów „kwarantanny”.

Rodzice, poza tym nikt nam nie płaci za naukę naszych dzieci.

Nauczyciele, zaraz, zaraz, ale nam płaci, nieważne, że siedzimy w domu.

Myślę, że to jest clue sprawy: bardzo mało jest nauczycieli z powołania, większość skończyła pedagogikę, bo najłatwiej było się dostać, no i wiadomo, budżetówka, komu lepiej.

Nauczycieli starej daty, takich z powołania, takich, jak Ci, którzy mnie uczyli, jest niestety coraz mniej (cieszę się, że moi synowie na takich, w większości, trafili).

Pozostali wydaje się, myślą tak: nie płacą mi, nie będę się martwił o dobro ucznia, płacą mi – będę się martwił o swoje dobro, o to, żeby wszyscy widzieli jako jestem przydatny za te pieniądze.

Wydaje mi się, że część nauczycieli wpadła w jakiś amok, mający na celu udowodnienie ich przydatności w czasie, kiedy otrzymują 100% wynagrodzenia siedząc w domu, podczas, gdy wszyscy inni otrzymają 80% zasiłku opiekuńczego za wykonywanie pracy nauczycieli.

Teraz dopiero widać, jak rzeczywiście mógłby wyglądać system edukacji, jeśli tylko nauczycielom by się chciało. No ale rozumiem, że jak się siedzi w domu to ma się dużo czasu na wymyślanie, a jak można pójść do pracy, spotkać się na kawkę z koleżaneczkami, to już na to wymyślanie czasu i chęci ne chwatajet.

Uważam też, że MEN nie pomaga nauczycielom wydając kompletnie niejasne wytyczne i zmuszając ich do „zdalnego nauczania”, o którym w Polsce nikt nie ma pojęcia. Ale to takie typowe nasze: kupiłem merca eskę, ale będę naprawiał go u Cześka w garażu, przecież też ma młotek i śrubokręt. Tak, to MEN wspólnie ze znudzonymi nauczycielami próbuje nam zafundować taki garażowy zdalny system nauczania.

Zauważyłem też, że minął zaledwie rok, a sytuacja się odwróciła: to nauczyciele teraz hejtują rodziców. Może dlatego, że poczucie władzy, że poczucie stabilności finansowej – bo przecież budżetówka pensje będzie otrzymywała, w przeciwieństwie do wielu innych, że wreszcie rząd spojrzał na nauczycieli przychylnym okiem, bo chce przy okazji wprowadzania idiotyzmów zwanych zdalnym nauczaniem, ugrać zdalne wybory – no cóż tacy pożyteczni idioci zawsze są w cenie.

I szkoda mi tylko młodzieży, i szkoda mi siebie – jeszcze rok temu banowałem jak leci, jeśli ktoś tylko coś złego napisał o nauczycielach pod tym artykułem  NAUCZYCIELE – LENIWE NIEROBY, KTÓRE WIECZNIE NARZEKAJĄ

Dzisiaj pozostał tylko wstyd.

 

 

Szczególne podziękowania dla: Pani Natalii, pani Beaty, Pani Sylwii i Pani Sylwii – dziękuję, że moje dzieci trafiły na rozsądnych nauczycieli z powołaniem.

 

 

 

 

Udostępnij: